poniedziałek, 27 sierpnia 2012

#07.


-Jannette. Co się stało?- zapytała, widząc koleżankę zapłakaną z rozmazanym makijażem i wielkimi okularami na nosie.- Wejdź.
-Nienawidzę go. Michael, szef… Jest pieprzonym babskim bokserem. – odpowiadała, kierując się do salonu.- Pieprzony, damski bokser. Rozumiesz?- łkała. Delikatnie zdjęła okulary z nosa. Pod okiem miała fioletową śliwę.
- Matko, Jannette. Co się stało?- dziewczyna była ciekawa, dlaczego zrobił jej coś takiego.
-To nie wszystko.- zaśmiała się ironicznie. Podwinęła bluzkę do góry, a jej oczom ukazały się dwa siniaki. Jeden na wysokości biodra, a drugi pod żebrami. Dziewczyna na dobre się rozpłakała.
-Jannette.- wyszeptała i podała jej pudełko chusteczek.- Jak on mógł?
-Poszłam do pracy, jak zwykle. Już na wejściu usłyszałam, że szef chce ze mną rozmawiać… poszłam. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Nigdy mnie nie wzywał. Poszłam.- wyszeptała ostatnie słowo, spojrzała na podłogę i zapadła cisza. Ginny dobrze wiedziała, że nie chciała o tym mówić. Nie popędzała jej.- Weszłam  do niego. Siedział przy biurku. Jak zawsze zresztą. – podniosła wzrok i spojrzała na koleżankę.- Usiadłam naprzeciwko, poinformował mnie, że od jutra zaczynam nową pracę. Ucieszyłam się, wiedziałaś, że większość z naszych nienawidziła tej pracy. Powiedział, że zarobię dwa razy tyle niż teraz. Już miałam się zgodzić. Pieniądze są mi potrzebne, wiesz o tym…- przerwała po raz kolejny.- Ale coś w środku mówiło mi, żebym się spytała co miałabym robić. Bez tego, dowiedziałabym się dopiero jutro.- Wytarła łzy z policzków.- Spytałam się, owszem. Wiesz co powiedział? Cham, prostak… Miałabym być… tancerką, a raczej striptizerką.- Po raz kolejny dziewczyna wybuchła płaczem.- Musiałabym tańczyć na rurze, świecić tyłkiem i cyckami, a nawet jeśli ktoś sobie zażyczy… miałabym być jego klientką. Potraktował mnie jak szmatę.
-Mój Boże… Jannette. Ale skąd te siniaki?
-No jak to skąd? Myślisz, że będę dziwką?! Że dam sobą pomiatać za pieniądze?! Aż tak nisko to nie upadłam!- dziewczyna się uniosła.
-Spokojnie, ja tak nie myślę.
-Odmówiłam. Powiedziałam, że nie będę traktowała siebie jak tanią szmatę. Zdenerwował się. Zaczął krzyczeć, że powinnam mu dziękować na kolanach, że mnie wybrał z nich wszystkich. Mam być mu wdzięczna. Upokorzył mnie. Wtedy wszedł do pokoju Harry. Nie przeszkodziło mu to. Złapał mnie za bluzkę, szarpnął mną i uderzył… Próbowałam się bronić.
-A Harry?
-Zaczął się za mną stawiać. Rozdzielił nas. Gdy popchnął Micheal` a, a ten wylądował na kanapie, złapał mnie i odprowadził na dół. Powiedział, żebym jechała do domu… ale nie mogłam, musiałam się komuś wyżalić.- po raz kolejny Jannette, zaczęła płakać. Ginny przytuliła ją. Nie wiedziała co powiedzieć ani zrobić.
-Posłuchaj. Trzeba to zgłosić na policję. Nie może Was tak traktować. Niedługo przecież zaproponuje to innej i co wtedy?
-Nie, nie chcę, Ginny. Proszę Cię. Wszystko tylko nie policja, nie chcę im opowiadać tego samego. Zresztą niczego mu nie udowodnią.
-Masz świadka i masz mnie. Nie tylko Ciebie tak traktował. Myślisz, że byłaś jedyna?- Ginny zapatrzyła się w punkt za oknem.- Nie tylko Ciebie upokorzył. Byłam też ja. To było jakoś pół roku temu, zaproponował mi to samo, nie zgodziłam się, odpowiedziałam ze świętym spokojem, że mi ta praca odpowiada i jeśli zmienię zdanie to mu to powiem. Złapał mnie wtedy za nadgarstki tak mocno, że nic nie mogłam zrobić. Jeszcze mam ślad.- dziewczyna pokazała jej wewnętrzną stronę nadgarstków.- Widzisz te delikatne, sine kreski? To po tym.
-Właśnie, przecież wtedy nosiłaś bluzki na długi rękaw. Nawet jeśli było gorąco. Unikałaś go wtedy jak ognia.
-Dokładnie. Myślałam, że byłam tylko ja. Myliłam się…- rozmowę przerwał dzwonek do drzwi.- Poczekaj chwilę.- Dziewczyna się podniosła z kanapy i udała się w stronę drzwi.- Cześć.- oznajmiła, widząc Lucasa w drzwiach. – Zaraz idziemy. Wejdź do salonu.
-Widzę, że masz gościa. Nie będę Ci przeszkadzała, dzięki, że mogłam Ci się wyżalić. Przemyślę to co mi powiedziałaś. Będziemy w kontakcie, dobrze?- blondynka wstała z siedzenia i udała się do hallu.
-O. My się chyba nie znamy.- Sąsiad spojrzał na dziewczynę.
-Tak, masz rację, ale chyba to nie jest dobry moment na poznanie się.- dziewczyna uniosła delikatnie kącik ust ku górze.
-O kurcze, co Ci się stało?- zapytał wskazując na oko.
-Cześć, Ginny. Zadzwonię do Ciebie jak się zdecyduję.- dziewczyna posłała jej delikatny uśmiech i wyszła.
-Masz bardzo ładna koleżankę.- chłopak wyszczerzył swoje ząbki, kierując się do kuchni, by się czegoś napić.- To idziemy?- zapytał, wyjmując z lodówki napój orzeźwiający.
-Tak, tak.- odpowiedziała dziewczyna stojąc przy ścianie i głęboko o czymś myśląc.
-Pamiętasz o dzisiejszym ognisku, prawda?- Lucas, sącząc colę spojrzał na przyjaciółkę. Na twarzy dziewczyny pojawiło się zmieszanie. Kompletnie zapomniała, owszem, tydzień temu mówił jej o jakieś grupowej imprezie, ale tym właśnie zakończył temat i już wcale do niego nie wracali.- Giiiin. Ale będziesz, tak?
-Mhmmm.- odpowiedziała niepewnie.- Postaram się być. Wezmę ze sobą Agnes, dobrze?
-Pewnie, możesz nawet przyprowadzić ze sobą tą twoją koleżankę. A teraz chodźmy.- Chłopak pociągnął za sobą dziewczynę i wyszli.
~~
Była dziewiąta trzydzieści. Para przyjaciół spacerowała po parku, wdychając świeże powietrze. Pomimo wczesnej godziny, słońce dawało o sobie znać. Nikt się tego nie spodziewał, można było to zauważyć po ludziach, którzy szukali chociażby najmniejszego cienia. Głównie były to matki z dziećmi, a także starsi ludzie.
Ginny lubiła spacerować z Lucasem, co jakiś czas zabierał ją na takie wycieczki po parku. Rozmawiali wtedy o wszystkim. Głównie wtedy opowiadali sobie o problemach, które spotkały ich w ostatnim czasie.
-Mogłabyś przyjść wcześniej?- zapadła cisza.- Wcześniej, mam na myśli godzinę przed. Ognisko zaczyna się o dziewiętnastej. Ech, Gins. Beze Mnie niedługo zginiesz.- blondyn zadźgał dziewczynę w bok i poszli dalej.
~~
-Dobrze, będę o osiemnastej. Obiecuję. – Sąsiadka położyła prawą rękę na sercu, a drugą dłoń uniosła ku górze na znak przysięgi. Chłopak uniósł jedną brew, przyglądając się uważnie swojej przyjaciółce.- No Lucaaas. Mnie nie wierzysz?- dziewczyna zachichotała i mocno go przytuliła.
-Masz być. Jeśli nie, przyjdę do Ciebie, wyciągnę Cię siłą. Zobaczysz. To do zobaczenia.- chłopak pocałował ją w czoło po czym ruszył w stronę swojej posiadłości.
Ginny weszła do ogródka, którędy musiała dojść do drzwi wejściowych. Chwyciła za klamkę i nacisnęła ją. O dziwo, drzwi były otwarte.
-Agnes? Jesteś tu?- Gins. Zdjęła buty i skierowała się do kuchni.
-Jestem, jestem.
-Co tu robisz? Jest dopiero kilka minut po dziesiątej.- Zdziwiona dziewczyna podeszła do siostry.
-Muszę Ci coś powiedzieć.- podniecona Agnes patrzyła na siostrę z iskierkami w oczach.- Udało mi się wynająć lokal w którym mogłabym otworzyć własną cukiernię.- dziewczyna położyła kartkę, którą trzymała w rękach.-
- Tak w jeden dzień Ci się udało?
-Nie, nie. Pracowałam nad tym od dwóch miesięcy. Było dużo kupców. Musiałam się postarać. Nikt o tym nie wie. Nawet rodzice.
-Ag! To cudownie! Zawsze Ci mówiłam, że powinnaś założyć swoją działalność. W końcu będziesz mogła pokazać swoje zdolności. I obiecaj, że do kupna będą babeczki truskawkowe! Ludzie je pokochają.- tym razem w oczach Ginny pojawiła się radość.
-Ginny. Mam do Ciebie prośbę. Czy będziesz mogła mi pomóc w urządzeniu lokalu? Ty zawsze miałaś dobry gust w meblowaniu.
-Jasne! Z wielka chęcią! Ahm. Idziesz dzisiaj ze mną na ognisko do Lucasa. A teraz idę wziąć kąpiel. –oznajmiła, a jej kuzynka posłała jej uśmiech. Dziewczyna skierowała się do łazienki na górze. Weszła do pomieszczenia napuszczając sobie wodę i wlewając płyn do kąpieli by powstała piana. Zdjęła z siebie ciuchy i weszła relaksując się. Miała zamiar posiedzieć tam z pół godziny. Lubiła się relaksować w wodzie. Nie minęło dziesięć minut, a z dołu usłyszała Agnes.
-Ginny! Telefon do Ciebie!
-Jeśli to domowy to niech ten ktoś zadzwoni na komórkę!- odpowiedziała krzykiem. Po kilkunastu sekundach rozdzwoniła się komórka. Sięgnęła po telefon, który leżał na koszu.-Halo?
-Cześć, Ginny.- po drugiej stronie usłyszała Olivera.
-Oli?! Cześć, coś się stało?- to dziwne, skąd Oliver miałby mieć numer jej telefonu domowego.
-Nie, nie. Tak tylko dzwonię. Spytać się co u Ciebie.
-W porządku.- na linii zapadła cisza.- Myślałam, że się odezwiesz pod koniec sierpnia.
-Też tak myślałem, jednak uznałem, że to chyba nie ma sensu i wracam do domu.
-Mhm. Rozumiem.
-Masz dzisiaj czas by się spotkać?
-Dzisiaj? Kurcze. Jest  wpół do jedenastej. Mogę się spotkać mniej więcej o dwunastej. Czas będę miała do siedemnastej trzydzieści.
-Świetnie! W Austin będę za jakieś pół godziny. Gdzie się spotkamy?
-Wiesz gdzie jest Galaxy, prawda? Więc w kawiarni Ice Coffe.
-Jasne, będę. To do zobaczenia.
-Cześć.- pożegnała się i nacisnęła czerwoną słuchawkę.- Agneeeees!- wydarła się na cały dom.- Niedługo wychodzę!
-Gdzie idziesz?!
-Spotkać się z Oliverem!
-Z Oliverem?! Przecież miał być pod koniec sierpnia!
-Ale jest teraz! Muszę jakoś wyglądać.- ostatnie zdanie powiedziała pod nosem. Wyszła z wody, okryła się dokładnie ręcznikiem i udała się do pokoju po ubrania. Podeszła do wielkiej szafy by wybrać czyste ciuchy. Wybrała szorty dżinsowe z motywem flagi USA, siwą bokserkę oraz trampki. Wróciła do łazienki aby się ubrać. Po pięciu minutach była gotowa. Po raz kolejny weszła do swojego pokoju, żeby zrobić sobie delikatny make up. Podkreśliła oczy czarnym eyeliner` em, rzęsy pomalowała tuszem, a brzoskwiniowym błyszczykiem przejechała po ustach.
Nie miała pojęcia dlaczego to zrobiła. Przecież miała tylko spotkać się z Olivierem. Nie szła na żadną randkę. Poczuła do niego jakąś tam więź, ale to nie było nic poważnego. Lucas miał rację, wcale go nie znała. Nawet jeśli opowiedział o sobie to człowieka poznaje się w trakcie. Nie rozumiała czemu tak krótka znajomość przywiązała go do siebie.
Brunetka założyła czapkę full capa z niebieskim daszkiem i białym czubkiem. Lubiła je, miała jeszcze trzy takie. Poprawiła swoja grzywkę i zeszła na dół.
-Uaa, Ginny. Co się tak wystroiłaś?- zapytała Agnes.
-Sama nie wiem.- Dziewczyna usiadła naprzeciwko niej i westchnęła. Błądziła oczami po całym salonie.
-Wiesz. Fajny jest Oliver. Polubiłam go.- Dziewczyna wzięła do ręki najnowszy numer magazynu „Teen Vogue” gdzie na okładce była Miley Cyrus.
-No tak… Tylko… no wiesz, Lucas go na przykład nie polubił.
-Wiesz jaki on jest, każdego nowego znajomego trzyma na dystans. Taka jego natura. Może zaprosisz go na ognisko? Może się do niego przekona.
-Czy ja wiem. Spróbuję. Może się zgodzi. No to ja idę.
-Tylko bądź na osiemnastą u Lucasa!
-Będę. Obiecuuuję.- zaśmiała się i sięgnęła po torbę do której włożyła telefon, portfel, dokumenty, szczotkę do włosów i różne potrzebne rzeczy. Wyszła za zewnątrz, na termometrach było ponad dwadzieścia pięć stopni. Gin. Wsiadła do samochodu i ruszyła.
~~
Macie kolejny rozdział. Nie jest on jakiś cholernie ciekawy, ale obiecuję, że następne będą lepsze :3. Prawie dwadzieścia komentarzy pod notką, jesteście niesamowici : o. 
Tak na marginesie szczera-krytyka oceniła mój blog na dobry, dziękuję i teraz będe się starała popełniać mniej błędów.

wtorek, 21 sierpnia 2012

#06.


-Oliver.- jej kącik ust powędrował ku górze.- Jak ja się cieszę, że Cię widzę.- To były sekundy. Dziewczyna mocno objęła chłopaka za szyję i wtuliła się w niego.- Szukałam Cię. Nigdzie nie mogłam Cię znaleźć. Dziękuję. – ostatnie słowo tak wyszeptała, że ledwo Oliver ją usłyszał.
-Też żałowałem, że nie zostawiłem Ci do siebie żadnego kontaktu. Powinienem już to od razu zrobić. Przepraszam. – chłopak odwzajemnił uścisk.- Chyba musisz wracać do pracy.
-Nie. Już tu nie pracuję. Nie chcę.- dziewczyna nerwowo przełknęła ślinę.- Wyglądam okropnie, prawda? Rozmazany makijaż…- dziewczyna mówiła pośpiesznie, bez ładu i składu.
-Wyglądasz pięknie.- Chłopak odgarnął jej kosmyk włosów, spadający na oczy. Dziewczyna uśmiechnęła się.- Może… na przeprosiny wezmę Cię na kawę albo na ciacho? Co ty na to?
- Z wielką chęcią. Tylko… poczekasz na mnie chwilę? Pójdę się ogarnąć, powiadomię szefa o całej sytuacji i złożę wymówienie. Daj mi dziesięć minut. – oznajmiła i zniknęła w pomieszczeniu.

-Jedziemy na starówkę tam są najlepsze ciastka.- powiedziała i ruszyła w stronę miasta.

-Gdzie byłeś przez cały dzień?- zapytała, konsumując najlepszą w mieście szarlotkę. Chłopak tylko wzruszył ramionami. – Szukałam Cię. Nigdzie Cię nie było, więc postanowiłam dać sobie spokój.- westchnęła.- Ale widzę, że los mi sprzyja i sam mnie znalazłeś. – wyszczerzyła swoje ząbki.
-Martwiłaś się o Mnie.- uśmiechnął się delikatnie.- Do centrum doszedłem o jakieś dziesiątej, chodziłem po knajpach, pytałem ludzi jak gdzieś dojść. A do twojej pracy… byłej pracy trafiłem przypadkiem. Byłem strasznie głodny, słyszałem, że tu podają świetne naleśniki.
-Owszem, to nie jest sam bar, jak ktoś chce może zamówić u nas szybkie dania, typu jakaś zupa, naleśniki, pierogi.
-No, więc wszedłem tam, ale zauważyłem, że to nie jest normalny klub. Ale nie miałem wyjścia…. Nic nie mówiłaś, że pracujesz.
-Pracowałam. Wiesz, pracowałam tam od samego początku, czyli trzy lata. Musiałam jakoś zacząć. Nie miałam żadnego doświadczenia. Skończyłam tylko liceum, a tu zazwyczaj chcą ludzi po studiach… Nie wiem jak ja teraz będę żyła. Tutaj dobrze płacili. Tysiąc pięćset dolarów. Ale no wiesz… jeśli pozwalałeś sobie na takie akcje jak dziś… potrzebowałam tych pieniędzy, więc się zgadzałam.- kolejne łzy dopływały do jej oczu.- Kurcze, już po osiemnastej. Powinnam być w domu, siostra na mnie czeka.
-Okej. Rozumiem. Ja też się już zbieram.- powiedział, zakładając plecak na siebie.
-No przestań. Jedziesz ze mną. Nie po to się martwiłam, by Cię teraz tak zostawić. Poznasz moją siostrę… Mówię Ci, jest świetną dziewczyną.
-Nie chcę robić kłopotu. Za pół godziny mam pociąg.
-Oliver, no proszę Cię. Pojedź ze mną, a po kolacji, mogę Cię zawieźć nawet do następnego miasta.
-Ech. Niech Ci będzie. Ale robię to tylko dla Ciebie.

Dziewczyna podeszła do drzwi i otworzyła je. Czuła wszystko co Agnes robiła na kolację. Były to naleśniki z syropem klonowy oraz muffinki czekoladowe. Naprawdę, Ginny nie wiedziała, dlaczego Ag. Nie założy własnej działalności albo przynajmniej nie załatwi sobie pracy w cukierni. Jej wypieki były niesamowicie smaczne.
-Mmm… uwielbiam Cię siostra. – zachichotała.
-Posłuchaj, wymyśliłam sposób jakby znaleźć twojego nowego kolegę.- krzyknęła z kuchni, a po chwili wyszła z niej.
-Dzień dobry.- Chłopak podał dłoń dziewczynie.- Oliver jestem.-wyszczerzył się.
-Jakim cudem?!- Ag. Spojrzała na siostrę z niedowierzeniem, a cała trójka zaczęła się śmiać. –Eh. Dobra, chodźcie na kolację, później mi opowiecie co i jak. Zrobiłam…
-Naleśniki z syropem, wiem. Wyczuję każdy twój wypiek czy co ty tam jeszcze robisz.- Wszyscy usiedli przy okrągłym stole, który stał na środku kuchni.- Czekajcie wyjmę wino.- oznajmiła Gin. I wyjęła z barku czerwony trunek po czym sięgnęła zza szkła trzy kieliszki.- Proszę bardzo.- Dziewczyna podała każdemu po trunku i zaczęła jeść.- Zwolniłam się z Lemoniady.- zaczęła.
-W końcu. Czas najwyższy. Mówiłam, że prędzej czy później odejdziesz. To nie było miejsce dla Ciebie. Jeśli chcesz pomogę Ci w szukaniu pracy.
-Dzięki…- zapadła cisza.
-No to dowiem się jakim cudem udało Ci się go znaleźć?- Agnes zapukała sztućcami w blat stołu.
-No cóż…- Dziewczyna zaczęła opowiadać.- Wiesz, długo by to mówić, ale jesteś moją siostrą i zostałaś w to wtajemniczona, opowiem Ci wszystko… i dlaczego odeszłam pracy.- Gins. Spuściła głowę próbując się uśmiechnąć.
Po zjedzonej kolacji i streszczeniu tego co się stało w przeciągu kilku godzin wstecz, cała trójka usiadła na kanapie w salonie.
-Cholera, ale co teraz zamierzasz… zamierzacie zrobić?- Zapytała Agnes spoglądając na znajomych.
-No wiesz… chciałam w zasadzie tylko jego numer, ale wyszło tak, że go zaprosiłam do mnie. Zresztą chciałam, żebyś go poznała.- dziewczyna się uśmiechnęła.
-Za pół godziny mam ostatni autobus, więc …- chłopak wyjął z kieszeni długopis i kartę i zapisał jej numer- tu masz mój numer. Zostało mi w zasadzie…- Olivierowi przerwał dzwonek do drzwi.
-Otworzę- oznajmiła Ag. I podeszła do drzwi. W progu stał Lucas.- Hej Luc.- koleżanka przytuliła chłopaka i wpuściła do środka.
-Siemanko, nie wiedziałem, że tu będziesz. Jest Ginny?- zapytał.
- Tak, rozmawia z Ol…- brunetka zamyśliła się na chwilę.- Mamy gościa, wejdź.- dziewczyna zaprosiła go do salonu.
-Hej, Gins!- chłopak krzyknął, a dziewczyna odwróciła się do niego przodem.
-Siema Lucas.- Przyjaciele przybili sobie piątkę, po czym wstała. Lucas objął przyjaciółkę i spojrzał krzywo na Oliviera.- To Olivier. Kolega, a  to Lucas, mój…- dziewczyna nie zdążyła dokończyć, bo Oli przerwał jej.
-Ja się już będę zbierał.- podniósł się i wziął do reki swój plecak.- Hej Agnes, cześć Gin.
-No poczekaj odwiozę Cię na dworzec! Przecież była umowa.
-Nie fatyguj się. Zajmij się gościem.- chłopak przesłał jej ironiczny uśmiech, a chwilę później wyszedł.
-Agnes, zajmiesz się Lucasem? Zaraz wrócę.- oznajmiła, chwyciła sweterek, a  już jej nie było.- Olivier. Umawialiśmy się. Wsiadaj. – dziewczyna otworzyła mu drzwi. Olivier pewnie by odmówił, ale nie miał na dzisiaj już pieniędzy. Jego dzienny budżet wynosił niecałe dziesięć dolarów. Niestety dzisiaj wydał wszystko, a jeszcze musiał mieć na bilet na pociąg. Chłopak wsiadł bez słowa. Przez całą drogę się do siebie nie odzywali.
Po piętnastu minutach dojechali na miejsce.
-Dzięki.- wyszeptał beznamiętnie.
-Odezwij się jak będziesz wracał już do domu. Umówimy się na kawę czy coś.- nie odpowiedział, wyszedł bez słowa i usiadł na ławce.
~~
Następnego dnia, dziewczynę obudziła komórka. Od pięciu minut ktoś dzwonił do niej bez przerwy.
-Jest ósma rano, kto do jasnej cholery dzwoni o tej porze?!- powiedziała sama do siebie i sięgnęła po telefon, który leżał na biurku.- Halo?!- wysyczała przez zęby.- Lucaaas. Człowieku, jak Cie spotkam to Cię za jaja powieszę.- oznajmiła, przykrywając się kołdrą.- Chcesz teraz wpaść, tak? O ósmej rano? Najpierw dzwonisz do mnie, a teraz tak po prostu oświadczasz, że zaraz będziesz. Nie, nie zrobię Ci śniadania. Masz dom, rączki… ale co mnie to obchodzi, że twoich rodziców nie ma? Dobra, przyjdź.- dziewczyna zrezygnowana odłożyła telefon i zeszła z łóżka. Po pięciu minutach była ubrana, właśnie wtedy usłyszała pukanie. Zeszła na dół, chcąc otworzyć drzwi.
-Ginny, moja najukochańsza sąsiadka!- Już na wejściu Luc. Zaczął się podlizywać.
-Co Ty ode mnie chcesz?- zapytała ziewając.
-Odwiedzić Cię. –wzruszył ramionami.- I zjeść coś dobrego.- odpowiedział, sięgając po kanapki z pomidorem, które najprawdopodobniej zostawiła Agnes, wychodząc do pracy.
-Smacznego.- odpowiedziała z ironią w głosie.
-Ładnie wyglądasz.- zaśmiał się, wskazując na strój.- Tak w ogóle… mam pytanie, a w zasadzie chciałem pogadać.- zrobił poważną minę, nigdy tak nie robił.
-Wiedziałam, że coś chcesz konkretnego. Słucham Cię.
-Kim jest ten Olivier?
-Kolegą.
-Aha, poznałaś go kilkanaście godzin temu i wpuszczasz go do domu.
-Spał tutaj.- oznajmiła ze spokojem, chłopak zaczął się dusić pomidorem.-Masz.- podała mu szklankę wody.- to naprawdę miły chłopak.
-Słuchaj, nie znasz Go. A jeśli ma inne, złe zamiary? Powtórzę, znasz go tylko kilkanaście godzin.
-Spokojnie, na razie nie będę się z nim kontaktowała. Obraził się, ale obiecał, że jak wróci do domu to napisze.
-A może to kobieta? Obrażanie się, jest takie niemęskie.- chłopak zaczął się śmiać.
-Lucas, przestań. Polubiłam go. Jeśli by chciał mi coś zrobić, już by było po mnie. Proszę Cię, zaufaj mi, jemu też. – wyszeptała ostatnie słowa.
-Jesteś dorosła, wiesz co robisz.- odpowiedział, wstając po czym skierował się do wyjścia.- Idziemy dzisiaj na spacer. Będę po Ciebie za godzinę.- oznajmił i już go nie było.
Gins, postanowiła przebrać się w bardziej wygodne ciuchy, czyli w beżową bokserkę i siwe dresy. Dziewczyna miała jeszcze ponad pięćdziesiąt minut, nie miała pomysłu jak zapełnić tą około godzinną lukę. Agnes była w pracy, Lucas miał być później, a Olivier obraził się. Brunetka, siedziałaby tak z pustką głowie, gdyby nie telefon. Sięgnęła po komórkę, która leżała na blacie w kuchni i nacisnęła zieloną słuchawkę.
-Halo?- odebrała.
-Ginny?- po drugiej stronie odezwała się znajomy głos.- Tu Jannette.- Dziewczyna zdziwiła się, bo, owszem, miały zapisane w telefonach swoje numery, ale nigdy by nie pomyślała, że będzie potrzebny do czegoś innego niż prośba o zastępstwo i to przez sms.
-Cześć. Chyba szef nic ci nie mówił, zwolniłam się z Lemoniady.
-Tak, wiem.- Jannette wybuchła niespodziewanym płaczem.- Mogłybyśmy się spotkać? Wiem, że nie byłyśmy specjalnie zżyte ze sobą… ale… proszę.- dziewczyna próbowała opanować płacz, jednak jej glos drżał.- Jestem blisko twojego domu, mogłabym wpaść? Obiecuję, nie zajmę Ci całego ranka. Ale jeśli nie masz czasu zrozumiem…- na linii zapadła cisza.
-Jasne, wpadnij. Tylko za godzinę mnie nie ma.
-Okej, nie ma sprawy. Zajmę Ci pięć minut. Dzięki.- po sekundzie było słychać tylko głuche „pii”.
Ginny przez chwilę zastanawiała się o co tak właściwie chodzi i dlaczego to do niej przychodzi z problemami. Z rozmyśleń wyrwał ją dzwonek do drzwi. Miała wrażenie, że to potrwało zaledwie dziesięć sekund.
Dziewczyna podeszła do drzwi i je otworzyła. To co zobaczyła zwaliło ją z nóg. Przyglądała się temu jeszcze z parę sekund, dopiero wtedy otrzeźwiała i wpuściła postać do siebie.
~~
Cholera, siedem komentarzy pod jednym postem i zero krytyki. Jesteście niesamowici, naprawdę. Dziękuje Wam z całego serduszka ♥! Myślałam, że ten blog będzie totalną klapą, a tu proszę... nie wiem jak Wam dziękować za komentarze i obserwowanie. Mam nadzieję, że Was nie zawiodę i będę pisała jak do tej pory. Dziękuję jeszcze raz :-*.

P.S. Zauważyliście, że jest nowy wygląd bloga, tak :)? A, żeby się odwdzięczyć trzeba wstawić button. Tylko za nic nie wiem jak : D. Więc dopóki się nie dowiem jak to zrobić, będę wstawiała go pod każdą notką :). A może Wy Mi pomożecie ; >?
Dziękuję PROSEKTORYCZNIE.BLOGSPOT.COM za wspaniały szablon :).